2 lata później
Siedziałam w swojej chatce w lesie i cieszyłam się spokojem. Puszek (mój czarny, długowieczny kocur) leżał na krześle obok kominka i głośno chrapał, kiedy ja chodziłam od półki do półki, układając swoje fiolki z truciznami według kolejności alfabetycznej.Wiosna - Czas porządków starych, zapyziałych chat wiedźm.
Zmiotłam ostatnie kurze z kredensu i zmęczona usiadłam na wielkim, bujanym fotelu.
-chyba w końcu będę musiała się nauczyć tych zaklęć na grawitację, bo nie wytrzymam kolejnej wiosny -wrzasnęłam po czym zdmuchnęłam kosmyk włosów z twarzy, patrząc na grubego kota lekko oszołomionego moim wybuchem złości.
-Puszek, no chodź do pani! -zawołałam radośnie zachęcając kocura do podejścia -no pociesz swoją panią.
Ale on tylko na mnie fuknął i ponownie położył się spać.
Czy ja już kiedyś wspominałam o tym, że go wypcham? Tak? No to powiem to jeszcze raz!
Kiedyś wypcham tego leniwego pulpeta!
Jakby znając moje intencje, zwierzę nagle się obudziło i wybiegło z domku głośno miałcząc.
-no przecież żartowałam! -rzuciłam za oddalającym się kotem -no wracaj tu!
Podniosłam się z fotela i wyszłam na dwór aby poszukać szalonego sierściucha. Kiedy znalazłam się na zewnątrz przywitał mnie ciepły promień słońca. Na samą tę myśl skrzywiłam się i szybko ruszyłam w stronę cienia rzucanego przez drzewa. <Jak ja nie lubię słońcaaaa!>
Był już kwiecień, więc gałęzie dawno już wypuściły pierwsze liście ale teraz dopiero zaczynały się pojawiać małe, różowiutkie kwiatuszki. Też ich nie lubię. Przemykałam przez przerzedzony las aż z niewielkiej odległości zobaczyłam polanę. Pomyślałam, że pewnie pomyliłam kierunek, w którym poszedł kot, więc kiedy już miałam się odwrócić i ponownie zniknąć za zaroślami usłyszałam ciche miałczenie kilkanaście metrów ode mnie.
Z frustracja wypisaną na twarzy ruszyłam do przodu wymyślając tysiące sposobów na ukaranie kota przez którego musiałam wyjść ze swojej brzydkiej, ciemnej i stęchłej chatki.
-ty mały... durny... -zaczęłam wyklinać zwierzę ale przerwał mi niski głos jakiegoś mężczyzny
-Witaj, Mały
Nie myśląc wiele schowałam się za najbliższym drzewem i bacznie przyglądałam się sytuacji. Co prawda znalazłam mojego kota ale w tamtym momencie w ogóle mnie nie obchodził los tego kocura, cała moja uwaga skupiła się na mężczyźnie, który trzymał go w ramionach. Był wysoki, umięśniony, ale bez przesady, jego niebieskie jak niebo oczy wydawały się jakby przewiercały na wylot cały las. On świecił. Dosłownie.
Ubrany był w brązowe spodnie spięte pod kolanami, długą białą koszulę i skórzaną kamizelkę, na nogach miał założone wysokie, ciemne buty. Głaszcząc kota delikatnie po głowie przyglądał się lasu, aż zatrzymał wzrok na miejscu gdzie się ukrywałam. Pośpiesznie schowałam się za grubym konarem, przyciskając swoje plecy do twardego pnia.
-idź -powiedział cicho mężczyzna jakby ta rozmowa miała dotyczyć jego i jakiegoś niewidzialnego człowieka. D
Delikatnie opuścił kota na ziemię i odwrócił się by wrócić stamtąd skąd przybył.
Kot po chwili znajdował się obok mnie i ocierał się o moje stopy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz